13.06.2019
100 lat Polsko. Technologie w naszym kraju w okresie międzywojennym

Samochód, który wolno było naprawić jednym kluczem, superpopularne radio i motocykle - jedne z najznamienitszych w Europie - to przykłady polskiej myśli fachowej sprzed prawie 100 czasów. W rocznicę odzyskania niepodległości sprawdzamy, jakie technologie tworzyli i znali Polacy przy latach 20. i 30. XX wieku.

Po odzyskaniu niepodległości Polacy wzięli się do porządkowania państwie i budowania nowoczesnego ciebie. Byliśmy pionierami coś więcej niż w radiofonii, ale i mistrzami lotnictwa cywilnego. Rozmawiamy o tym z Jerzym Lemańskim z Narodowego Muzeum Techniki.

Marta Bellon, Business Insider Polska: Jakiego rodzaju urządzenia ochronne były obecne w egzystencji codziennym Polaków w 1918 roku i okresie międzywojennym?

Jerzy Lemański, specjalista ds. merytorycznych, Narodowe Muzeum Metodą na warszawskim rynku: 100 lat temu duża część technologii była uzależniona od dostępu do elektryczności, która rozpowszechniła się na świecie i zaczęła być używana w latach 80. XIX stulecia. Jednak w Polsce pojawiła się znacznie później.

W 1918 roku dostęp do odwiedzenia elektryczności miało w naszym własnym kraju bardzo niewielu Polaków, głównie ci mieszkający po miastach. Na wsi zelektryfikowanych było mniej niż 1 proc. gospodarstw. Zatem to, co wchodziło do użytku dziennego na zachodzie, przykładowo w Niemczech, u nas nie mogło się pojawić. Nie z racji ceny, ale z przyczyny braku dotarcia do energii elektrycznej.

Inaczej było z motoryzacją, bo motoryzacja prądu nie potrzebowała. Ówczesne samochody potrzebowały powietrza płynnego, a nie ciepła elektrycznej. Rozwój motoryzacji miał możliwość więc w Polsce przyśpieszyć, ale hamował go deficyt dróg.

W latach 20. ich budowę zaniedbano. Dopiero w latach trzydzieści. budowa dróg powoli ruszała i powstawały nawet dalekowzroczne plany połączeń autostradowych. Brak dróg i brak elektryczności powodował, że znajdowaliśmy się w ogonie Europy.

Trzeba pamiętać też, że w 1918 roku odziedziczyliśmy państwo w stanie totalnego bałaganu. Obowiązywały 4 różne systemy, co stało się szczególnie widać w kolejnictwie, inne przepisy w zaborze pruskim, inne w Galicji i zupełnie inne przy zaborze carskim. W dodatku w tym ostatnim stosowano też inny rozstaw szyn.

To wszystko należało ujednolicić, co stanowiło kwestia niesłychanie trudną. To, co my zrobiliśmy w czasie 1918-1939, dziś powinno napawać nas dumą. Polacy do tej pory nie zdają sobie z tego kwestie.

W listopadzie odzyskaliśmy niepodległość, a zaraz następnie już w 1918 roku kalendarzowego znalazły się Centralne Warsztaty W samochodzie – CWS, które miały za zadanie skonsolidować fachowców od samochodów. A następnie postawić warsztaty, w wskazane jest zamierzano w pierwszej chwili dokonywać napraw samochodów, a z czasami nawet produkować nowe samochodu. I to się stało.

Powstał samochód CWS T-1 projektu inżyniera Tadeusza Tańskiego, więc jeśli chodzi o motoryzację, mieliśmy pewne sukcesy, jakkolwiek niestety nie takie, jak na przykład na przykład w lotnictwie.

Czy CWS T rzeczywiście jeździły po naszych drogach, czy raczej odrzucić był to powszechny środek transportu?

Wyprodukowano ich kilkanascie. Ten samochód był bardzo dobrze skonstruowany. Inżynier Tański, wiedząc, jaki jest u nas słaby dostęp aż do serwisu, zaprojektował go faktycznie, że silnik dało się rozkręcić jednym kluczem.

Foto: Wikimedia, Artur Andrzej / CC BY-SA 4. 0 Replika samochodu CWS T-1 Torpedo

W Polsce przed II wojną światową wystartowała też produkcja innych firm. Produkowaliśmy przecież Fiata 508.

Jednak najpopularniejszym samochodem w tamtym czasie nie zaakceptować był Fiat, ale Chevrolet. Wytwarzano też Buicki, które należały do aut elitarnych. Podczas gdy Fiat 508 kosztował 5400 zł, zbyt Buicka w dobrym wyposażeniu należało zapłacić 22 tys. zł. Był to samochód z radiem, co przy tamtych czasach należało służące do rzadkości.

Samochody jakiej marki najczęściej jeździły według polskich drogach jako taksówki?

Również Chevrolety.

Trzeba też powiedzieć, że przy tamtym czasie zajmowaliśmy czołowe miejsca w sektorze wytwórczości motocykli. Wytwarzaliśmy między pozostałymi motocykle z rodziny Sokołów, których jakość nie jedynie nie ustępowała, ale czasem nawet przewyższała produkty niemieckie, czy angielskie.

Foto: CC BY-SA 3. 0/Halibutt / Wikimedia Sokół tysiąc

Pamiętajmy jednak, że gdy Polska odzyskała niepodległość, nie istniała ani jedna stacja benzynowa. Pierwsza zaistniała przy Emilii Plater po Warszawie w 1924 roku, zaraz potem w Gdańsku. Były jednak bardzo specyficzne, a nazywano je pompami.

Zobacz też: Jaworzno stworzy "poligon testowy" na rzecz autonomicznych autobusów

Czy były dziedziny, w których byliśmy lepsi niż reszta Świata?

Była to na pewno radiofonia. Jest to gwoli nas powód do dumy. W radiofonii mieliśmy stosunkowo niewielkie opóźnienia po Jak i również wojnie światowej. To była tak młoda dziedzina, że inne państwa też przed chwilą raczkowały.

Gdy Nasze państwo odzyskała niepodległość w 1918 roku, na świecie nie było jeszcze żadnej radiostacji, która nadawałaby regularny system radiowy.

Podobnie jakim sposobem powstały warsztaty samochodowe, zaistniały też zakłady radiotechniczne, na to, by zrzeszyć podwładnych łączności. Tych, którzy nauczyli się obsługi urządzeń nadawczych w wojsku.

Już w 1925 roku zaczęto z Warszawy nadawać system radiowy.

Byliśmy przy stanie tego dokonać, dlatego że mieliśmy najzwyczajniej w świecie dobrych inżynierów czy z jeszcze odrębnego powodu?

Przede wszystkim mieliśmy ogromny zapał. Co interesujące, do roku 1921 posiadanie radioodbiornika było w Polsce karane więzieniem, bo uznawano go za sprzęt wojskowy. Sejm musiał zmienić pełną ustawę o radiofonii jak i również pozwolić na posiadanie radioodbiorników.

Za aprobatą rządu i dzięki pożyczce z Wielkiej Brytanii udało się zbudować ogromne centrum nadawcze w Raszynie. A dokładnie w Łazach. Ten maszt funkcjonuje do dziś. Uruchomiona w 1931 roku radiostacja raszyńska dysponowała mocą 120 kW. Żadne państwo po Europie nie posiadało faktycznie potężnego nadajnika.

Dzięki takiej mocy język lokalny można było usłyszeć w dużym terenie Europy, a czasami zdarzało się, iż nawet za oceanem.

Wysyłaliśmy mocny sygnał, ale co z tego, kiedy na przykład na wsi nikt nas nie odbierał? Jednak ostatecznie dotarliśmy do chłopów z sygnałem radiowym. Wilhelm Rotkiewicz, młody student Politechniki, zaprojektował radio kryształkowe, które nazywano Detefonem.

Foto: CC BY-SA 3. 0, Wojciech Pysz oldradio. pl / Wikimedia Detefon

To radio sprzedawano wraz spośród wyposażeniem, w tym z 50-metrową anteną, którą należało rozwiesić między dachem domu zaś najwyższym drzewem i obowiązkowo uziemić. Bo zdarzało się, że od uderzenia grzmota spaliło się nie tylko radio kryształkowe, ale płonęło też całe gospodarstwo.

Przed wojną na zakończenie programu, gdy spiker, zwany wtenczas zapowiadaczem albo radiowieszczem, się żegnał, mówił: bardzo prosimy abonentów posiadających odbiorniki detefonowe o sprawdzenie uziemienia. Wówczas było niesłychanie ważne.

Detefon działał tak, iż antena pobierała nie tylko sygnał, ale i nieokazałą ilość prądu. Radio sprzedawano z kompletem słuchawek, przez które można było słuchać nadawany program.

Mogło obsłużyć dwie pary słuchawek, ale Polacy, jak zawsze, poradzili sobie i z tym ograniczeniem. Zauważyli, hdy jeżeli słuchawki włoży się do blaszanej miski i jeszcze w tej misce położy pęk kluczy, to cała rodzina może się nad nią pochylić jak i również wysłuchać audycję, np. słuchowisko.

Państwo dało prawie cenę dumpingową, dopłacało do Detefonu, z racji czego mógł się on na wsi upowszechnić. Samo radio kosztowało 15 zł, ale do faceta potrzebne były jeszcze: słuchawki z kablem o długości 2 metrów, detektor kryształkowy w szklanej obudowie, izolowane przewody łączące radio z anteną i uziemieniem, antena oraz izolatory i gumowe rurki izolujące przewód dzięki odcinku podokiennym. Taki zestaw to był wydatek rzędu 30 zł.

Nie trzeba było jechać służące do Warszawy, czy gdzieś indziej, by je kupić. Można je było zamówić przy najbliższym urzędzie pocztowym bądź nawet u listonosza, jak i również kupić na raty.

Abonament w tamtym okresie kosztował 3 zł, lecz posiadacze Detefonu płacili subskrypcja w wysokości zaledwie 1-wszą zł. To była kapitalna rzecz dla tych jednostek na wsi. Pierwszy jednego razu mogli usłyszeć koncert symfoniczny czy poznać książki Sienkiewicza, bo poziom analfabetyzmu był wtedy bardzo wysoki.

A do mogli usłyszeć, co się dzieje przy kraju.

Tak, radio stanowiło swoistą tubę propagandową. Powiodło się połączyć z nim większość społeczeństwa. To był ogromny sukces II Rzeczypospolitej. Przed II wojną mieliśmy już milionowego abonenta.

A biorąc pod uwagę to, że wtedy rodziny zostały 9-12-osobowe, to jest bardzo dużo, bo wychodzi, hdy co trzecie gospodarstwo posiadało radio.

W miastach, gdzie elektryfikacja osiągnęła o wiele wyższy poziom, korzystano spośród odbiorników zasilanych prądem jak i również wyposażonych we wzmacniacze.

Mieliśmy kapitalnych wytwórców, metrów. in. Elektrit z Wilna. To była światowa czołówka. Philips mógł się od nas uczyć. Robiliśmy 1 z najlepszych odbiorników po Europie. Jako jedni wraz z pierwszych wprowadziliśmy na przykład magiczne oka do strojenia, tak popularne w odbiornikach powojennych. A w dodatku wszystko robiliśmy sami.

Dobre radio było jednakże drogie. Kosztowało ok. 700-800 zł. Mając na uwadze, że robotnik zarabiał mniej niż dwie stówy zł, to za odbiornik wysokiej klasy musiał uiścić równowartość 3-4 pensji.

Czyli te najlepsze mieli tylko najbogatsi?

Tak, chociaż można było też nabyć radio elektryczne za 220-230 zł, już całkiem dobrze grające. Zazwyczaj radio traktowano jako najważniejszy mebel po mieszkaniu i zajmowało to siano honorowe miejsce. Tam, gdzie pojawiła się elektryczność, którykolwiek natychmiast zbierał pieniądze dzięki zakup odbiornika.

Jeszcze w jakiejś dziedzinie byliśmy naprawdę dobrzy?

Zdecydowanie lotnictwo. Byliśmy potęgą przez wielkie "P" w cywilnym lotnictwie sportowym. Polacy od początków awiacji bardzo lubili latać, naszych inżynierów ciągnęło służące do lotnictwa.

Wśród tych propozycji było trzech wspaniałych młodych inżynierów z Politechniki Warszawskiej – Rogalski, Wigura jak i również Drzewiecki. Zaczęli projektować samoloty z rodziny RWD (nazwa to pierwsze litery nazwisk konstruktorów – red. ).

Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe/Domena publiczna / Wikimedia Samolot RWD 3

Samolot RWD-6 zaprojektowano specjalnie w Międzynarodowe Zawody Samolotów Turystycznych - Challenge 1932, organizowane w Berlinie. Te prace uznawano za najważniejszą bibę lotniczą na świecie.

Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe/Domena publiczna / Wikimedia Samolot RWD 6

Żwirko jak i również Wigura zajęli tam w pierwszej kolejności miejsce, pokonując faworyzowanych Niemców, i to z dużą przewagą. W kolejnych zawodach, organizowanych dwa lata potem na terytorium polski, znów wygraliśmy. To nie przypadek – byliśmy najlepsi.

Zobacz również: Polska firma oparta na blockchainie wprowadza rozstrzygnięcie, jakiego w Polsce nadal nie było

Gdzie produkowano samoloty RWD?

Na Okęciu. W latach 30., kiedy Warszawa się rozbudowywała, podjęto decyzję, że lotnictwo wojskowe zostanie zlokalizowane na Okęciu, a cywilne na Gocławiu. My naprawdę dysponowaliśmy w takim przypadku nowoczesnym sprzętem, mieliśmy niesłychanie mało wypadków lotniczych, jedną z najlepszych średnich po Europie. Jednak trzeba pamiętać, iż samoloty wtedy inaczej wyglądały, największy mógł zabrać dzięki pokład 15 osób.

A jeśli chodzi o technologię wykorzystywaną w egzystencji codziennym – pralki, samochodu – zaczynała być obecna sto lat temu po Polsce?

Pralki były ręczne, korzystano też z usług praczek. Sklepy oferowały pralki elektryczne, np. niemieckiej przedsiębiorstwa Miele. Na początku czasów 20. były to pralki drewniane, przypominające wyglądem beczki. W latach 30. pojawiły się pralki blaszane. Jednak elektryczna pralka to były wielkie pieniądze. Pamiętajmy, że wtedy rzeczy elektryczne, bardziej złożone, były bardzo drogie.

Drogie były też w owym czasie maszyny do pisania. W międzywojniu taka maszyna kosztowała 700-800 zł. To zostały cztery pensje inżynierskie. Obecnie laptop kosztuje mniej niż jedna pensja.

Sklepy ze sprzętem gospodarstwa swojego oferowały odkurzacze elektryczne po cenie 100-150 zł, zaś także elektryczne lodówki, jakich cena oscylowała w granicach 500 zł. Wyglądały jednakże inaczej niż dziś, zostały mniejsze. To wszystko stało się jednak wyłącznie w rejonu ludzi zamożnych, na takie rzeczy mogło sobie pozwalać zaledwie 3-4 proc. społeczeństwa.