29.07.2019
Farmerzy lajków zarabiają na naiwnych. Nawet 100 tys. zł  Informacje

  • "Facebook wydaje się już martwy". Przez rodziców
  • 15 mld dol. przychodu w rok. Oni zarobili w tym roku najwięcej
  • Facebook, Google i inni giganci piszą do Obamy ws. inwigilacji

Historię Łukasza Berezaka, nieuleczalnie chorego wolontariusza WOŚP, umieją już miliony Polaków. Na Facebooku jak grzyby według deszczu wyrastają kolejne konta poświęcone 10-letniemu chłopcu. Specjaliści twierdzą, że większość z nich to tzw. "farmy lajków", na których zarobią ich twórcy.

Fanpage "Łukasz Berezak - bijemy rekord polubień dla Cię. Jesteśmy z Tobą" posiada już ponad 800 tys. polubień. Profil zdobył dużą popularność w kilkanaście godzinek. W sieci powstają następne podobne profile. Ich stwórcy zapewniają, że chcą wspomóc choremu jednak eksperci przekonują, że to zapewne pospolite "farmy lajków".

"Łukasz Berezak - Bijemy najlepszy wynik polubień". Rodzina chłopca: to nie profil Łukasza

Czy profile związane wraz z Łukaszem Berezakiem są "farmami lajków"?. - Trudno na temat przesądzić. Osoby, które konstruują farmy lajków i zarabiają na tym, nie posiadają skrupułów. Ważne jest wówczas, że coś popularne i że można na tym zarobić - uważa Michał Szczęsny, ekspert rynku ICT z firmy Exatel.

Jak to działa?

"Farmy lajków" na Facebooku żyją z głośnych, atrakcyjnych i chwytliwych tematów np. śmierci Paula Walkera, bądź właśnie niesienia pomocy Łukaszowi.

- Siłę informacji telewizyjnej społecznościowych, czasem w nieuczciwy sposób, starają się wykorzystać osoby, które sprzedają używane przez nas lajki firmom zajmującym się marketingiem – mówi Michał Szczęsny. - Dzięki wstecz buduję się bazę nabywców reklam. Użytkownicy "lubią" tego typu profile i ta informacja wyświetla się na katalogów tablicy, więc jest możliwość, że ich znajomi także to polubią - wyjaśnia.

Siłę mediów społecznościowych, czasem w nieuczciwy środek, chcą wykorzystać osoby, które sprzedają nasze lajki kompaniom zajmującym się marketingiem.

Michał Szczęśny, Exatel

W taki sposób powstaje mechanizm kuli śnieżnej, która samoistnie się rozpędza i skupia lajki następnych osób. Kiedy jest ich wystarczająco wiele właściciel profilu sprzedaje jego. Ocenia się, że kierunek z 10 tys. fanów można sprzedać za tysiąc dolarów. Za tyle również można kupić fanów na Facebooku.

Monika Czaplicka, autorka książki "Zarządzanie kryzysem w social media" tłumaczy, że mechanizmów "hodowania lajków" jest kilka. - Jednym z mechanizmów zbierania fanów jest wykorzystanie odpowiedniego skryptu na stronie www, który powoduje, że kliknięcie (np. akceptacji regulaminu czy dodanie kodu: captcha) oznacza polubienie strony. Są też tego rodzaju, które po polubieniu udostępniają na naszej tablicy, w którą klikają kolejne ludzie - wykorzystuje się do odwiedzenia tego odpowiednie aplikacje w serwisie. Nazywamy to click lub likejackingiem - tłumaczy Monika Czaplicka.

Podłoże: facebook To jedyny i prawdziwy profil Łukasza Berezaka

Nie tylko fanpage

Są nawet takie aplikacje, które "przejmują" nasze profil i działają bardziej jak wirus wysyłając prywatne informacje do innych zachęcając do odwiedzenia polubienia.

Monika Czaplicka, ekspert

Farmy fanów wówczas nie tylko fanpage, bo grupy i aplikacje także mogą tak działać. - Są nawet takie aplikacje, które "przejmują" nasze profil i działają bardziej jakim sposobem wirus wysyłając prywatne informacji do innych zachęcając do polubienia - wyjaśnia Czaplicka.

Na profilu, który to zdobył już popularność można wykorzystać na kilka rodzai. - Można zmienić swoim nazwę lub połączyć z inną stroną sprzedając amatorów. Ale można też ją sprzedać komuś. Innym rodzajem jest po prostu redagowanie fanom treści, które zagwarantują autorowi zarabianie, np. odnośniki do witryn z premium sms, reklamami czy odmiennymi systemami monetyzacji kliknięć - mówi Czaplicka.

W sieci można natknąć się również na formularze, które proszą nas o zostanie danych. W ten strategia zostajemy "duszyczkami" w bazach danych. Te mechanizmy stosowane są najczęściej na stronicach oferujących nam nagrodę lub jakiś mały gratis.

Szybki zarobek, czyli żniwa

Według Michała Szczęsnego w profilu, który ma pięć stów tys. fanów można zyskać około 100 tys. złotych. - Liczy się pomysł, śledzenie medialnych i popularnych tematów i czas reakcji. Osoby, które się tym zajmują wyczuwają moment i zakładają popularny profil, który to błyskawicznie zdobywa popularność i tym samym wartość - twierdzi Szczęsny.

Eksperci twierdzą, że na robieniu "farm lajków" zarabiają przede wszystkim indywidualni użytkownicy, czyli nieoczekiwane osoby, które utworzyły atrakcyjny profil.

Monika Czaplicka wyjaśnia natomiast, że raz za razem częściej tworzeniem "farm lajków" trudnią sie zawodowcy. - Coraz to częściej to już zawodowcy, którzy mają pod sobą ileś takich farm a mianowicie mówi Czaplicka i dodaje, że coraz chętniej duże firmy kupują fanów na swoje fanpage. - Czasami na start, czasem gwoli poprawy wyglądu statystyk a mianowicie tłumaczy ekspertka.

Sprzedaż farmy

Oferty sprzedaży "farm lajków" można najczęśniej spotykać na popularnych serwisach z ogłoszeniami. - Często po sieci widuje się pospolite ogłoszenia, że ktoś sprzeda profil z daną ilością fanów, lajków, ale istnieją też specjalne serwisy w tzw. szarej strefie, w którym miejscu zarówno kupujący, jak i sprzedający nie zdradza swojej tożsamości. Bardzo często zjawiają się tam właśnie oferty dotyczące farm lajków - mówi Szczęsny.

Facebook sprzedaje reklamodawcom prywatne wiadomości? Jest pozew

Czaplicka przekonuje, że bardziej rentowne jest umieszczanie na fanpage'u reklam, niż sama sprzedaż "farmy". - Za samą farmę dostaniemy kilka tyś, a za każdą umieszczoną reklamę jednorazowo mniej, ale można robić to stale. Wrzucasz reklamy, liczy kliknięcia, a potem tylko wypełnia luki kwejkami i demotami, żeby było wysokie zaangażowanie - ocenia Czaplicka.

Co udostępniamy?

Klikając "like" pod jakimś fanpage'em udostępniamy jego twórcy wiele informacji o sobie jak i również swoich znajomych. - Wówczas zależy od tego, jak skonfigurowaliśmy nasz profil na Facebooku. Jeżeli nie zmienialiśmy początkowych ustawień, to zdradzamy o sobie praktycznie każde informacje; płeć, zdjęcia, datę urodzenia, miejscowość. Udostępniamy o sobie pełną informację, a także informacje o swoich znajomych. Powstają już nawet aplikacje, które gromadzą dane o użytkownikach w podstawy danych i mogą dostosować do ich odpowiednia autopromocję - mówi Szczęsny jak i również doradza internautom ostrożność.

- Zanim klikniesz „lubię to” uważnie przeczytaj, którą ideę chcesz wspierać, czy strona, którą chcesz polubić faktycznie niesie ze sobą wsparcie szczytnej idei. Przeważnie warto poszukać w internecie pomocniczych informacji na temat akcji czy pomysłu – nierzadko to wystarczy, by sprawdzić, z jaką organizacją posiada się do czynienia. Media społecznościowe służą do rozrywki i kontaktów ze znanymi i to od nas zależy, jakie informacje na temat nas udostępniamy - radzi ekspert.