23.07.2019
Eksperci o pierwszej niedzieli wyjąwszy handlu

  • Raport o skutkach niedzielnego zakazu. "Fundamentalne braki"
  • Są wyniki rządowej analizy zakazu handlu
  • Rządowy raport na temat zakazie handlu będzie zrealizowany jesienią
  • "Pogorszy się sytuacja małych sklepów". Sejmowa rozkład propozycji zmian w handlu
  • "Kompromitujemy się przed pozostałymi krajami UE". Apel do premiera w sprawie handlu

Zwiększona liczba odbiorców w hurtowniach w sobotę i problemy niektórych firm z dostawami na początku tygodnia. To niektóre konsekwencje pierwszej niedzieli z zakazem gospodarki, o których mówili goście TVN24 BiS. Przepisy mogą doprowadzić do tego, że handlowcy ograniczą rekrutację nowych pracowników - uważa Patryk Wachowiec z Forum Obywatelskiego Wzrostu.

NSZZ "Solidarność" poinformował w poniedziałek, że zgłosił do Państwowej Inspekcji Pracy około 50 przypadków łamania przepisów ograniczenia niedzielnego handlu.

- Te 50 zgłoszeń przy liczbie sklepów, które są w Naszym narodzie to jest nic. Ani jedna sieć nie pozwoliła osobiście na występy, żeby otworzyć i zobaczyć, co się stanie - mówił przy programie "Bilans" na antenie TVN24 BiS Robert Krzew z Forum Polskiego Handlu.

Zakupy na zapas

Polska dołącza do czołowych gospodarek, ale większość krajów Unii handluje w niedziele bez ograniczeń

Krzak podkreślił jednak, że mieliśmy do odwiedzenia czynienia ze zjawiskiem czynienia zakupów na zapas a mianowicie w piątek i w sobotę. Jak wskazał rozmówca Roberta Stanilewicza, w jakiejś z dużych sieci zauważano dwucyfrowy wzrost obrotów wobec "normalnej" soboty.

- Poniektóre sklepy miały duży problem, jeżeli chodzi o przyjęcie klientów, bo były przetłoczone w piątek i sobotę - zwróciła uwagę Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Strukturze Handlu i Dystrybucji. Nabywcy mieli np. problemy z odnalezieniem wolnych miejsc parkingowych.

Jak dodała Juszkiewicz, pewne firmy zakaz handlu odczuły także na początku tygodnia. - W poniedziałek poniektóre firmy, które nie mają magazynów, muszą się posiłkować normalnymi dostawami. Te nie zdążą dojechać do sklepu internetowego na godzinę szóstą rano, żeby sklep mógł się rozłożyć towar i przyswajać klientów w normalnych ustaleniach - tłumaczy Juszkiewicz.

Nie zgodził się z tym Alfred Bujara wraz z NSZZ "Solidarność". - Roztropność społeczeństwa i pracowników była naprawdę duża - ocenił przebieg pierwszej niedzieli wyjąwszy handlu związkowiec z Solidarności, która była inicjatorem powtykania nowych przepisów.

Jaka przyszłość ustawy

Goście TVN24 BiS mówili także o możliwych konsekwencjach wprowadzonego zastrzeżenia. Zdaniem Patryka Wachowca wraz z Forum Obywatelskiego Rozwoju, chociaż bardzo łatwo znaleźć pracę w handlu, to "dynamika ogłoszeń o pracę stanie się spadała". - Sklepikarze pozostaną sobie zdawali sprawę, iż jest coraz więcej dzionki w roku, w wskazane jest pracy nie będzie, zatem może by ograniczyć wynajmowanie nowych pracowników - ocenił Wachowiec.

Z transportu Robert Krzak prognozuje progres sklepów działających przy stacjach paliw. - W Niemczech, gdzie jest zakaz handlu w niedziele stacje benzynowe przyjęły rolę sklepów, w którym miejscu ludzie zrobią komplementarne zakupy - mówił w TVN24 BiS Robert Krzak. Dodał, że jego zdaniem Ludzie z polski coraz więcej zakupów są właśnie robić na stacjach benzynowych.

Zdaniem Alfreda Bujary ustawa powinna być znowelizowana. - Powinno być określone, które sklepy na dworcach mogą być czynne, tak samo jak i dwadzieścia cztery godziny pracownicza powinna zaczynać się o piątej rano przy poniedziałek - powiedział związkowiec.